Nie mogłam spać, jeść, porządnie zrobić lekcji. Cały czas w głowie rozbrzmiewał mi ten
nieziemski, zachrypnięty głos. Jego skręcona jakby na wałkach grzywka, a boki obcięte na króciutko. Jego ciepła dłoń, która niechcący stykała się niechcący z moją. Jego oczy, w których mimo braku błękitu mogło się utopić i chcieć tkwić tam w głębi cały czas, byleby patrzeć na jego rozszerzone źrenice. Krzaczaste brwi, pulchne usta i chuda sylwetka. Oh, tak. Spełnienie marzeń wszystkich dziewczyn.
- Nelly, możesz się skupić? Znowu odpływasz. - warknęła Pani Fray. Tak, tak. Bo ja nie mam co robić tylko tkwić tutaj i słuchać jej nędznych gadek.
- Jezu, niech się zamknie. Przynudza. - syknęłam pod nosem, mając cichą nadzieję że tego nie dosłyszała. Stojąc na przeciwko mnie tyłem, odwróciła się na pięcie uderzając białą kredą o moje burko. Pozostałe blade ślady na drewnianym biurko.
- Słucham? - bąknęła najpierw zmrużając oczy i wyciągając brwi do góry. - Wymagam od ciebie szacunku, rozumiesz młoda damo? - tym razem przesadziła. Nie będę miała szacunku do kogoś kto szacunku nie ma do mnie.
- Szacunku? A Pani to niby kim jest? Jest Pani tylko pieprzoną nauczycielką od fizyki, nawet mogłabym mówić do Pani na "Ty" gdyby nie pieprzone prawo, które teraz też właściwie łamię. Ale mniejsza z tym! Czemu mam mieć do Pani szacunek, skoro Pani nie ma szacunku dla nas? Poza tym nie jest Pani Obamą więc sorry, ale nie będę traktować jakiejś normalnej kobiety, która uważa się za nie wiadomo jaką królową świata. Matko... Spadam stąd. - W sumie sama byłam zaskoczona swoją postawą, ale cóż. Nie umiałam tego dłużej znieść. Poprawiłam torbę na ramieniu wkładając do niej byle jak książki i długopis z gumką do ścierania i ołówkiem.
- Od razu możesz przejść się do dyrektora! - wrzasnęła kiedy wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę drzwi, wystawiłam w jej stronę środkowy palec i wyszłam zza drzwi, które ona po mnie zamknęła.
I dobrze, nie będę się przejmować. Tyler nic mi nie zrobi, w sumie sam postępował kilka lat temu tak samo. Po kimś to musiałam mieć, nie? Oboje mamy to po ojcu. Nasz tata zawsze był buntownikiem i dostawał to co chce. Jak była kłótnia zawsze nasz ojciec miał najlepsze argumenty i postawiał na swoim, więc zawsze się poddawaliśmy nawet jeśli nie miał racji. Z zawodu był prawnikiem, ale gdyby nie to że został postrzelony przez gówniarza, który przegrał dzięki niemu akcję w sądzie wciąż by tu był. Umarł gdy miałam dziesięć lat, minęło osiem lat i już się z tym pogodziłam. Wiem, że czasu nie cofnę. Ale też wiem, że to moja wina. Gdybym nie wysłała go do supermarketu, bo mi się nie chciało iść nie spotkałby go i nie zostałby postrzelony prosto w serce. Z tego co wiem, wciąż go poszukują, ponieważ uciekł gdzieś daleko do Phoenix. Przestali zajmować się tą sprawą...Nie znaleźli go.
Podeszłam do mojej szafki i wrzuciłam do niej wszystkie rzeczy, gdy nagle fioletowa mała karteczka wyleciała z niej i upadła bezdźwięcznie na podłogę. Zamknęłam szafkę podnosząc kartkę. Kierowałam się w stronę wyjścia również ją czytając.
"Przyjdź dzisiaj o siódmej na główną hale sportową, sala numer jeden.
Nie spóźnij się, czekam...
nieziemski, zachrypnięty głos. Jego skręcona jakby na wałkach grzywka, a boki obcięte na króciutko. Jego ciepła dłoń, która niechcący stykała się niechcący z moją. Jego oczy, w których mimo braku błękitu mogło się utopić i chcieć tkwić tam w głębi cały czas, byleby patrzeć na jego rozszerzone źrenice. Krzaczaste brwi, pulchne usta i chuda sylwetka. Oh, tak. Spełnienie marzeń wszystkich dziewczyn.
- Nelly, możesz się skupić? Znowu odpływasz. - warknęła Pani Fray. Tak, tak. Bo ja nie mam co robić tylko tkwić tutaj i słuchać jej nędznych gadek.
- Jezu, niech się zamknie. Przynudza. - syknęłam pod nosem, mając cichą nadzieję że tego nie dosłyszała. Stojąc na przeciwko mnie tyłem, odwróciła się na pięcie uderzając białą kredą o moje burko. Pozostałe blade ślady na drewnianym biurko.
- Słucham? - bąknęła najpierw zmrużając oczy i wyciągając brwi do góry. - Wymagam od ciebie szacunku, rozumiesz młoda damo? - tym razem przesadziła. Nie będę miała szacunku do kogoś kto szacunku nie ma do mnie.
- Szacunku? A Pani to niby kim jest? Jest Pani tylko pieprzoną nauczycielką od fizyki, nawet mogłabym mówić do Pani na "Ty" gdyby nie pieprzone prawo, które teraz też właściwie łamię. Ale mniejsza z tym! Czemu mam mieć do Pani szacunek, skoro Pani nie ma szacunku dla nas? Poza tym nie jest Pani Obamą więc sorry, ale nie będę traktować jakiejś normalnej kobiety, która uważa się za nie wiadomo jaką królową świata. Matko... Spadam stąd. - W sumie sama byłam zaskoczona swoją postawą, ale cóż. Nie umiałam tego dłużej znieść. Poprawiłam torbę na ramieniu wkładając do niej byle jak książki i długopis z gumką do ścierania i ołówkiem.
- Od razu możesz przejść się do dyrektora! - wrzasnęła kiedy wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę drzwi, wystawiłam w jej stronę środkowy palec i wyszłam zza drzwi, które ona po mnie zamknęła.
I dobrze, nie będę się przejmować. Tyler nic mi nie zrobi, w sumie sam postępował kilka lat temu tak samo. Po kimś to musiałam mieć, nie? Oboje mamy to po ojcu. Nasz tata zawsze był buntownikiem i dostawał to co chce. Jak była kłótnia zawsze nasz ojciec miał najlepsze argumenty i postawiał na swoim, więc zawsze się poddawaliśmy nawet jeśli nie miał racji. Z zawodu był prawnikiem, ale gdyby nie to że został postrzelony przez gówniarza, który przegrał dzięki niemu akcję w sądzie wciąż by tu był. Umarł gdy miałam dziesięć lat, minęło osiem lat i już się z tym pogodziłam. Wiem, że czasu nie cofnę. Ale też wiem, że to moja wina. Gdybym nie wysłała go do supermarketu, bo mi się nie chciało iść nie spotkałby go i nie zostałby postrzelony prosto w serce. Z tego co wiem, wciąż go poszukują, ponieważ uciekł gdzieś daleko do Phoenix. Przestali zajmować się tą sprawą...Nie znaleźli go.
Podeszłam do mojej szafki i wrzuciłam do niej wszystkie rzeczy, gdy nagle fioletowa mała karteczka wyleciała z niej i upadła bezdźwięcznie na podłogę. Zamknęłam szafkę podnosząc kartkę. Kierowałam się w stronę wyjścia również ją czytając.
"Przyjdź dzisiaj o siódmej na główną hale sportową, sala numer jeden.
Nie spóźnij się, czekam...
- Anonim"
J. Anonim, byłam ciekawa kim jest? Może to Jess z trzeciej klasy?
Aw, tak. Byłoby cudownie. Zarumieniłam się na widok jego twarzy w mojej wyobraźni.
Nie był przystojniejszy od tego chłopaka na sali gimnastycznej, ale...wciąż dobry.
Pociągnęłam za klamkę wychodząc z terenu szkoły, wciąż zastanawiając się czy
pójść. A jak to pedofil? Oh, Nelly.
Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
Jestem ciekawska. To nie mój problem, i tak będę w piekle.
Zachichotałam gdy poczułam jak krople wody spływają po moim ciele.
Deszcz.
Kocham deszcz.
Nikt wtedy nie zauważa, że płaczesz. Możesz iść przygnębiona,
a każdy w pośpiechu wracając do domu, nie patrzy na to co się dzieje dookoła.
Nieważne, teraz czekałam na siódmą.
Za cztery godziny dowiem się czy to spotkanie odmieni moje życie, czy
to spotkanie mnie zniszczy.
Czy to miłe czy złe.
Byle do siódmej.
Od Autorki:
Przepraszam, nie umiałam dłużej. Ten rozdział był pisany na szybko, żeby jak najszybciej dodać. Ale poprawię się, nic specjalnego się nie dzieje. Nudny rozdział, nieciekawy. Nie zniechęcajcie się, bo to drugi rozdział. Będzie się rozkręcać. Obiecuje.
Pewnie już wiecie kim to jest ten tajemniczy Anonim, albo i nie. :) W sumie nie mogę zdradzić za dużo, bo...następny rozdział byłby już kichą.
+ HEARBREAKER KFJDHSOUDUIJ JEZU RUEIDODSUIJK XD
CZYTASZ = KOMENTUJESZ - proszę o szczerą opinię, jeśli coś ci się nie podoba- napisz to ,a postaram się to zmienić.