poniedziałek, 7 października 2013

2. Who are you?


Nie mogłam spać, jeść, porządnie zrobić lekcji. Cały czas w głowie rozbrzmiewał mi ten
nieziemski, zachrypnięty głos. Jego skręcona jakby na wałkach grzywka, a boki obcięte na króciutko. Jego ciepła dłoń, która niechcący stykała się niechcący z moją. Jego oczy, w których mimo braku błękitu mogło się utopić i chcieć tkwić tam w głębi cały czas, byleby patrzeć na jego rozszerzone źrenice. Krzaczaste brwi, pulchne usta i chuda sylwetka. Oh, tak. Spełnienie marzeń wszystkich dziewczyn.
- Nelly, możesz się skupić? Znowu odpływasz. - warknęła Pani Fray. Tak, tak. Bo ja nie mam co robić tylko tkwić tutaj i słuchać jej nędznych gadek.
- Jezu, niech się zamknie. Przynudza. - syknęłam pod nosem, mając cichą nadzieję że tego nie dosłyszała. Stojąc na przeciwko mnie tyłem, odwróciła się na pięcie uderzając białą kredą o moje burko. Pozostałe blade ślady na drewnianym biurko.
- Słucham? - bąknęła najpierw zmrużając oczy i wyciągając brwi do góry. - Wymagam od ciebie szacunku, rozumiesz młoda damo? - tym razem przesadziła. Nie będę miała szacunku do kogoś kto szacunku nie ma do mnie.
- Szacunku? A Pani to niby kim jest? Jest Pani tylko pieprzoną nauczycielką od fizyki, nawet mogłabym mówić do Pani na "Ty" gdyby nie pieprzone prawo, które teraz też właściwie łamię. Ale mniejsza z tym! Czemu mam mieć do Pani szacunek, skoro Pani nie ma szacunku dla nas? Poza tym nie jest Pani Obamą więc sorry, ale nie będę traktować jakiejś normalnej kobiety, która uważa się za nie wiadomo jaką królową świata. Matko... Spadam stąd. - W sumie sama byłam zaskoczona swoją postawą, ale cóż. Nie umiałam tego dłużej znieść. Poprawiłam torbę na ramieniu wkładając do niej byle jak książki i długopis z gumką do ścierania i ołówkiem.
- Od razu możesz przejść się do dyrektora! - wrzasnęła kiedy wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę drzwi, wystawiłam w jej stronę środkowy palec i wyszłam zza drzwi, które ona po mnie zamknęła.
I dobrze, nie będę się przejmować. Tyler nic mi nie zrobi, w sumie sam postępował kilka lat temu tak samo. Po kimś to musiałam mieć, nie? Oboje mamy to po ojcu. Nasz tata zawsze był buntownikiem i dostawał to co chce. Jak była kłótnia zawsze nasz ojciec miał najlepsze argumenty i postawiał na swoim, więc zawsze się poddawaliśmy nawet jeśli nie miał racji. Z zawodu był prawnikiem, ale gdyby nie to że został postrzelony przez gówniarza, który przegrał dzięki niemu akcję w sądzie wciąż by tu był. Umarł gdy miałam dziesięć lat, minęło osiem lat i już się z tym pogodziłam. Wiem, że czasu nie cofnę. Ale też wiem, że to moja wina. Gdybym nie wysłała go do supermarketu, bo mi się nie chciało iść nie spotkałby go i nie zostałby postrzelony prosto w serce. Z tego co wiem, wciąż go poszukują, ponieważ uciekł gdzieś daleko do Phoenix. Przestali zajmować się tą sprawą...Nie znaleźli go.
Podeszłam do mojej szafki i wrzuciłam do niej wszystkie rzeczy, gdy nagle fioletowa mała karteczka wyleciała z niej i upadła bezdźwięcznie na podłogę. Zamknęłam szafkę podnosząc kartkę. Kierowałam się w stronę wyjścia również ją czytając.

"Przyjdź dzisiaj o siódmej na główną hale sportową, sala numer jeden. 
Nie spóźnij się, czekam...
- Anonim"

J. Anonim, byłam ciekawa kim jest? Może to Jess z trzeciej klasy?
Aw, tak. Byłoby cudownie. Zarumieniłam się na widok jego twarzy w mojej wyobraźni.
Nie był przystojniejszy od tego chłopaka na sali gimnastycznej, ale...wciąż dobry.
Pociągnęłam za klamkę wychodząc z terenu szkoły, wciąż zastanawiając się czy
pójść. A jak to pedofil? Oh, Nelly.
Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. 
Jestem ciekawska. To nie mój problem, i tak będę w piekle. 
Zachichotałam gdy poczułam jak krople wody spływają po moim ciele. 
Deszcz. 
Kocham deszcz. 
Nikt wtedy nie zauważa, że płaczesz. Możesz iść przygnębiona, 
a każdy w pośpiechu wracając do domu, nie patrzy na to co się dzieje dookoła. 
Nieważne, teraz czekałam na siódmą. 
Za cztery godziny dowiem się czy to spotkanie odmieni moje życie, czy
to spotkanie mnie zniszczy.
Czy to miłe czy złe.
Byle do siódmej.

Od Autorki: 
Przepraszam, nie umiałam dłużej. Ten rozdział był pisany na szybko, żeby jak najszybciej dodać. Ale poprawię się, nic specjalnego się nie dzieje. Nudny rozdział, nieciekawy. Nie zniechęcajcie się, bo to drugi rozdział. Będzie się rozkręcać. Obiecuje.
Pewnie już wiecie kim to jest ten tajemniczy Anonim, albo i nie. :) W sumie nie mogę zdradzić za dużo, bo...następny rozdział byłby już kichą. 
+ HEARBREAKER KFJDHSOUDUIJ JEZU RUEIDODSUIJK XD

CZYTASZ = KOMENTUJESZ - proszę o szczerą opinię, jeśli coś ci się nie podoba- napisz to ,a postaram się to zmienić.

środa, 2 października 2013

1. Malette's son.

WAŻNA INFORMACJA POD ROZDZIAŁEM. 


- Nelly, wstawaj. - poczułam paraliżująco zimną dłoń na moim nagim ramieniu.
- Jeszcze pięć minut, Tyler. - wymamrotałam przyciskając poduszkę do twarzy, żeby ochronić się od promieni słońca, które na siłę chciały się do mnie dostać. 
- Spóźnisz się, a to pierwszy dzień. - sapnął zdejmując z mojego ciała krwisto czerwoną pościel. 
- Huh, nienawidzę Cię. - zerwałam się z łóżka podchodząc do szafy z ubraniami. Otworzyłam ją oglądając się za siebie. Chłopak wciąż tam stał wbijając we mnie wzrok. - Tyler, chce się ubrać. Wynocha. - zachichotałam biorąc do ręki mundurek szkolny. Nie lubiłam mundurków, marzyłam o szkole gdzie mogłam ubierać co chcę i jak chce. W takich szkołach w jakiej byłam ja - czułam się szaro i nudno. 
Założyłam na siebie świeżą, koronkową bieliznę i nałożyłam na siebie białą koszulę, czarne, cienkie rajstopy i krótkie, czarne spodenki. Wzięłam z pralki szary, nakładany sweter ze znaczkiem szkoły. Rozczesałam swoje długie proste włosy po czym umyłam zęby. Wzięłam z podłogi czarną, skórzaną torbę i zbiegłam na dół poprawiając ją na ramieniu. Na blacie były kanapki dla mnie i dla Sharley. Wzięłam swoje dwie z nutellą dokładnie opakowane folią aluminiową i wrzuciłam na dno torby. 
Usłyszałam kroki, które pochodziły z góry i były słyszalne coraz bliżej mnie. Mogłam się domyśleć kto to. 
Moja najbardziej denerwująca szesnastoletnia siostra na świecie.
- Cześć, Sharley. - uśmiechnęłam się szturchając jej ramię. 
- Hej, Nells. - skinęła głową biorąc do ręki czerwone jabłko po czym biorąc jego pierwszy kęs. 
Brunetka odwinęła folię i zajrzała do środka kanapki. Zmarszczyła czoło i spojrzała do góry, a ja już wiedziałam że szykuje się niezła kłótnia.
- Tyler! Znowu dałeś mi pomidora do kanapek! - wrzasnęła i właśnie w tej chwili otworzyłam drzwi i wyszłam do szkoły. Nie miałam ochoty słuchać tego dzień w dzień, znowu. Tyler chyba powinien wywiesić sobie na lodówce rzeczy, których nie lubi Shay. 
Wsiadłam do czarnego bmw mojej przyjaciółki Clary i dałam jej całusa w policzek na powitanie. 
- Dodali już plan na cały tydzień? - spytała mnie ruszając z parkingu, usłyszałam głośny pisk opon gdy wzięłam do dłoni telefon odblokowując go i wpisując kod. 
- Już sprawdzam. - bąknęłam wpisując adres, weszłam w plany klas trzecich i zaczęłam przeglądać wszystkie klasy dochodząc do naszej.
- Tak. Jak wrócę do domu muszę wydrukować. - westchnęłam rzucając telefon z powrotem do torby. 
Odwróciłam głowę w stronę szyby przyglądając się ludziom w samochodach, autobusach. Mój wzrok przykuł chłopak w czarnym range roverze, kątem oka zobaczył że na niego patrzę więc sam wbił wzrok w moje oczy. Czułam jak ta chwila trwa wieczność. Jego włosy były postawione do góry, a kości policzkowe wystawały. Był zdecydowanie za chudy. W jego czekoladowych oczach pojawiły się małe iskierki, gdy nagle Clary skręciła w prawo kierując się na parking szkolny, a ja westchnęłam tracąc widok. Znalazła wolne miejsce tuż pod szkołą, gdzie zawsze stawałyśmy żeby nie okrążyć połowy parkingu szukając jednego głupiego samochodu. 
- Witamy z powrotem w piekle. - i nagle wakacje stały się dla mnie czymś o czym będę marzyła przez kolejne dziesięć miesięcy. 

***

Zaczęło się. Przedmiot, którego nienawidziłam. Wychowanie Fizyczne, o tak. Nasza w-f'istka nie była akurat taka zła, ale przedmiot. Ugh, do niewytrzymania. Co to za pomysł dostawać oceny za coś w co nie jest się najlepszym? Tego nawet nie da się nauczyć.Wyszłam z szatni w czarnych spodenkach i białej bluzce również, ze znaczkiem szkoły i butach. Tak, wszystko mieliśmy zapewnione. Więc w sumie nie mogłam się obawiać, że z czegoś wyrosnę i będę musiała kupować nowe, ponieważ wszystko tutaj czeka. Omijając fakt, że koszulki zawsze dostawaliśmy jeden rozmiar większy. Clary była zwolniona z lekcji w-fu do końca semestru czego bardzo jej zazdrościłam. Musiała na mnie teraz czekać patrząc jak niezdarnie próbuje ćwiczyć ponieważ musiała mnie podwieźć do domu. Nie, nie chciałam jechać autobusem. Nie sama. 
- Dzisiaj będziemy grać w koszykówkę. Miranda poprowadzi rozgrzewkę, a potem Rose i Veronica wybiorą skład drużyny. - uśmiechnęła się biorąc swój zeszyt i siadając na drewnianej ławce w sali gimnastycznej obok Clary. Po kilku kółkach i próbie rozciągnięcia się zostałam jako pierwsza wybrana do drużyny Rose. W sumie mimo nienawiści do w-fu jedyną rzeczą którą lubiłam była właśnie koszykówka, więc nie mogłam narzekać. Chwyciłam piłkę rozpoczynając mecz. Podając piłkę jednej z dziewczyn podbiegłam pod kosz przeciwnika, żeby mogła mi ją podać i gdy mi ją podała wrzuciłam ją do kosza zdobywając punkt. 
Nie zauważając, że ktoś wchodzi wpadłam prosto na tego samego chłopaka co był w autobusie tracąc równowagę i tym samym sposobem piłkę. Pani Malette użyła gwizdka by zwrócić na nas swoją uwagę. 
- O boże, przepraszam. - szepnęłam zakrywając dłonią usta. 
- Um, okej. - zmarszczył brwi odsuwając się i podchodząc do nauczycielki.
- Miałeś być u Ryana. - bąknęła patrząc na chłopaka. Kto to jest? Zadawałam sobie samej pytania próbując podsłuchać rozmowę.
- Mamo. Mówiłem ci, że poleciał do Europy. - wywrócił oczami. I nagle mnie olśniło. To był ten syn Pani Malette o którym tak często nam mówiła, jaki to mistrz w dziedzinie sportu. Wytrzeszczyłam oczy prawie padając na zawał. 
- Kim jest ten chłopak? - szepnęła mi do ucha Clary. 
Odwróciłam się w jej stronę posyłając jej nieśmiały uśmiech.
- To jest syn Pani Malette. - zagryzłam dolną wargę unosząc prawą brew do góry.
- Niezły jest. - Tak, miała rację. Był ubrany w czarne rurki i białą bluzkę w serek. Na szyi miał gruby, złoty łańcuch i skórzaną kurtkę oraz czarne vansy na nogach. Na jego widok zrobiło mi się słabo, gdy zobaczyłam że patrzył w moją stronę oblizując usta. 
- Dziewczyny, nie przerywajcie. Clary licz punkty. - blondynka westchnęła zażenowana siadając na ławce oddalając się od szatyna. 
Wróciłam do gry nie mogąc się skupić, wiedząc że on mnie obserwuje. 
Następny punkt dla mnie, drugi punkt. Trzeci...i koniec gry. 
Gwizdek wypełnił całą salę, a ja zaczęłam przybijać piątki z dziewczynami ciesząc się wygraną. 
- Więc, możecie iść do szatni przebierać się. - uśmiechnęła się wskazując ręką w stronę drzwi wyjściowych z sali. Ruszyłam w ich stronę tuż za nauczycielką, jednak ktoś złapał mój nadgarstek przez co przeszły mi dreszcze.
- Hej, czekaj... - zachrypnięty, męski głos wypełnił moje uszy. Uśmiechnęłam się lekko wiedząc dokładnie kim ta osoba była. 
- Hm? - ukryłam uśmiech, który za wszelką cenę walczył ze mną żeby dostać się na zewnątrz. 
- Jak masz na imię? - Nagle poczułam jak w brzuchu fruwa mi stado motyli, a na policzki wpełzł mi rumieniec. 
- Oh, Nelly. - zagryzłam dolną wargę. Skinął głową puszczając mnie, ostatni raz spojrzałam na niego zapominając całkowicie o tym, że chciałabym dowiedzieć się też coś o nim. Ruszyłam w stronę szatni szybko się przebierając dostając się szybko do samochodu Clary. 


Od Autorki: 
Jest pierwszy rozdział, to pierwsze opowiadanie które tak na prawdę mi się podoba. Przepraszam, za błędy. Rozdział niesprawdzany. Jak na pierwszy rozdział wystarczająco długi, tak myślę. 
Więc... 
Czytasz - Komentujesz ponieważ chciałabym znać twoją opinię na temat tego bloga, czy chciałabyś żebym prowadziła go dalej, co powinnam zmienić...w sumie komentarze dają mi motywacje do pracy. A za napisanie rozdziału co robię kilka godzin i staram się go ulepszyć wkładam dużo ciężkiej pracy i chciałabym żebyście poświęcili chociaż jedną minutkę na skomentowanie moich wypocin. Nie chodzi mi o zwykłe "czekam na nn" czy "świetny". Po prostu chciałabym dłuższą wypowiedź, żebym mogła coś poradzić temu co robię źle. Dziękuję :)